Akureyri – droga

Wylądowalam wieczorem w sobotę w Keflaviku. 4 godzinny lot, na zegarku 2. Cały czas spałam. Ok.

Auto – wczesniej zarezerwowane czekało przy lotnisku. Nawet podobne do mojego i kolor (jak to kobieta) i sposób użytkowania. Choć do hostelu jechalam bardzo powoli, zeby jakoś ogarnac biegi, wspomaganie kierownicy… Podobny nie taki sam..

W niedzielę, po sniadaniu – w drogę. Koleżanka Paulinka powiedziała ze nic dziać się nie bedzie, tylko piękne widoki… No właśnie. Tylko…

Jeszcze za nim dojechalam do Reyklaviku, zatrzymalam sie 3 razy,a potem bylo tylko gorzej. Umawialam się z samą soba ze się nie zatrzymam a potem stawałam i robiłam zdjęcie. Aż o godzinie 15, zaczęla się monotonia drogi… Taki sam krajobraz. Przez dwie godziny nie mialam ani jednego postoju.. Sami oceńcie…

Keflavik – pierwsze spotkanie z oceanem

Po drodze zachwycały mnie mosty, bardzo mi przypominały Camino, kojarzą mi się z łączeniem ludzi. Bardzo, bardzo kocham drogę i mosty.
Droga – jaka by nie była, drewniana, kamienista, asfaltowa, żwirowa…
Wokół Islandii jest droga nr 1 – taka autostrada wokół państwa. Tylko niedaleko Rejklaviku jest trzy pasmowa. Wszędzie dalej, jest jednopasmowa, nasze drogi wojewódzkie są szersze, a jednak jest taką drogą która łączy każde większe miasto na Islandii. Droga, którą podróżowałam z Rejklaviku do Akureyri – to 428 km. W teorii mogłabym jechać 5 km, bo na Islandii jest ograniczenie prędkości do max 90 km/h. Częste radary i policja na drodze nie nastrajają do przekraczania prędkości. I choć mogłabym jechać ciągiem przez 5 godzin, ja jechałam 9. Dlaczego? Bo byłam w zachwycie. Nadal jestem.

Piękne widoki.
Tworzą się nowe zwoje myślowe, jedziesz parę kilometrów przez lawę. Jedziesz, jedziesz i w końcu dopada taka myśl. Ale skąd? I jest mały przystanek – często są takie punkty informacyjne, gdzie można przeczytać gdzie jesteśmy, fajne zdjęcia, ciekawostki – i była możliwość wyjścia na wulkan.

Chodź ze mną na wulkan Grabrok
Grabrok z góry

To jedziemy dalej. I zaczyna się monotonia, takie widoki przez dwie godziny, czyli prawie 180 km. I nie chce się stawać żeby robić zdjęcia. Ze jeszcze na początku tak, a poźniej swoje myśli…

Gdzieś po drodze do Akureyri

Cudowny czas dla siebie. Jestem w drodze.
Dlaczego? Czy sobie poradzę? Czy trafię?

Akureyri – 22:00

Białe noce – jak się szybko okazało,
są szokiem gdy śpi się blisko okna i gdy nie ma zasłon, i
są błogosławieństwem, gdy jest już dość późno, np 21 i w Polsce byłoby już ciemno, lub szarawo a tam jasno.
Jak w dzień. Tylko słońce mniej wali po oczach.
I gdy znalazłam mój pierwszy nocleg, czekały na mnie niespodzianki.

pierwsza:
Gdy zadzwoniłam po kod dostępu i nr pokoju i przedstawiłam się, podając imię i nazwisko i że jestem z Polski (wszystko po angielsku) Pani odpowiedziała:
Dzień dobry pani Kingo, kod dostępu to …., pani pokój to 3, łóżko 5
druga:
To bylo dolne łóżko. Cudownie – po całym dniu za kółkiem, to była najlepsza możliwa wiadomość na dziś.
Dziękuję 🙂

Z miłością 🙂

Kinga

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s